
Pomoc małym bohaterom
Justyna Kowalczyk jest znakomitą sportsmenką, jest jednak przede wszystkim osobą wrażliwą na krzywdę innych. Dlatego wiedząc, że jej znane nazwisko może w jakikolwiek sposób przyczynić się do poprawy losu osób chorych, zaangażowała się w działalność Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą.
Mukowiscydoza jest to choroba genetyczna. Dziecko rodzi się z nią, bo mukowiscydozy nie można złapać tak jak choroby zakaźnej, ani zarazić się nią od innego dziecka. Jest to niestety choroba nieuleczalna, która przysparza choremu wiele cierpienia. Są jednak sposoby by życie chorego uczynić łatwiejszym, a przede wszystkim by je wydłużyć. To właśnie jest celem towarzystwa, którego siedziba jest w Rabce.
- Jest wiele działań, które podejmujemy. Prowadzimy wypożyczalnie sprzętu, przede wszystkim butli z tlenem. Poza tym walczymy o przeszczepy płuc i o to by zmienić w Polsce system leczenia, który jest bardzo przestarzały. Szkolimy także osoby, by one później mogły pomagać rodzinom. W Polsce średnia długość życia chorego to 18-20 lat, zagranicą jest to 40-50 lat. Mamy bardzo dużo do zrobienia. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że pani Justyna zdecydowała się udzielić nam wsparcia – mówi prezes towarzystwa Dorota Hedwig.
A jak Justyna Kowalczyk dowiedziała się o działalności Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą?
- Mama Mateusza Nuciaka, mojego serwismena, pracuje z dziećmi chorymi na mukowiscydozę. I tak poznałam się z z panią prezes Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Kiedy się z nią spotkałam dowiedziałam się wiele na temat tej strasznej choroby. Siedziba Towarzystwa oraz szpital jest w Rabce i kiedy tam pojechałam zobaczyłam wielkich, małych, bohaterów. Chciałabym ich wspomóc jak tylko mogę, zarówno materialnie, jak i tym, że moje nazwisko jest znane. Będę bardzo się cieszyć, jeżeli to znane nazwisko przyda się do zrobienia rzeczy ważnych – tłumaczy Justyna Kowalczyk.
Mistrzyni olimpijska, mistrzyni świata i zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Pucharu Świata chciałaby by problem walki z tą nieuleczalną chorobą stał się bardziej zauważalny.
- Chciałabym być twarzą marketingową walki z tą chorobą, jeżeli można to w ten sposób nazwać. Oczywiście moje możliwości czasowe są ograniczone, choć to, że siedziba jest w Rabce czyli niedaleko od mojego rodzinnego domu ułatwia sytuację. Jeżeli więc tylko będę mogła, to będę się osobiście angażowała w pomoc. To będą jednak wówczas rzeczy specjalnie dla chorych, a nie imprezy na pokaz dla mediów – podkreśla mistrzyni olimpijska.
(mz)/www.justyna-kowalczyk.pl




